Wielki test oscyloskopów 350 MHz (i nie tylko)

Udostępnij

Wraz z upowszechnieniem oscyloskopów cyfrowych z 12-bitowymi przetwornikami ADC, stopniowo przesuwa się także granica pasma pomiarowego. Jeszcze nie tak dawno w budżetowych seriach oscyloskopów wartość 100 MHz pojawiała się raczej w modelach „średnich”, a dziś standardem stają się urządzenia 250- czy 350-megahercowe. A co z pozostałymi parametrami, ergonomią, funkcjonalnością czy ogólną „kulturą pracy”? W naszym laboratorium przetestowaliśmy cztery modele oscyloskopów marki Rigol i Siglent, a wyniki mogą być dla wielu Czytelników nie lada zaskoczeniem!

Do testów wybraliśmy urządzenia, które można byłoby wypozycjonować gdzieś pomiędzy górnym segmentem dolnej półki cenowej a dolnym segmentem półki średniej. Zarówno Rigol, jak i Siglent zdążyli nas jednak przyzwyczaić do tego, że sama cena niewiele mówi o możliwościach i jakości sprzętu. Dość powiedzieć, że to właśnie Rigol wywołał przecież największe „zamieszanie” na rynku (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) i to przynajmniej dwukrotnie. Pierwsza rewolucja była związana z wprowadzeniem (bardzo) budżetowej serii DS1000Z, która przyzwyczaiła użytkowników o mniej zasobnych portfelach do obszernej pamięci próbek (liczonej w milionach, a nie – jak dawniej – w tysiącach punktów), szerokiej gamy pomiarów automatycznych czy wreszcie rozmaitych funkcji dodatkowych, chociażby w postaci wbudowanego analizatora stanów logicznych. Drugim przełomem było wprowadzenie 12-bitowych ADC do segmentu entry-level, za co odpowiadały serie DHO1000 i DHO4000 (oraz późniejsze). Siłą rzeczy inni producenci operujący na rynku oscyloskopów – w tym przede wszystkim wspomniany Siglent – musieli w jakiś sposób dostosować się do nowych standardów w segmencie aparatury ekonomicznej.

Wróćmy jednak do meritum. Wybrane przez nas modele to:

  • Rigol DHO924S: 4 kanały analogowe, 12 bitów, pasmo 250 MHz, próbkowanie 1,25 GSa/s, deklarowany czas narastania 1,4 ns, pamięć 50 MPts, 16 kanałów cyfrowych, wbudowany generator arbitralny (1 kanał),
  • Rigol MHO934: 4 kanały analogowe, 12 bitów, pasmo 350 MHz (rozszerzone w przypadku naszego egzemplarza do 800 MHz), próbkowanie 4 GSa/s, deklarowany czas narastania 1 ns, pamięć 100/500 MPts (standard/opcja), 16 kanałów cyfrowych, opcjonalny generator arbitralny (2 kanały),
  • Rigol MSO5354: 4 kanały analogowe, 8 bitów, pasmo 350 MHz, próbkowanie 8 GSa/s, deklarowany czas narastania 1 ns, pamięć 100/200 MPts (standard/opcja), 16 kanałów cyfrowych, opcjonalny generator arbitralny (2 kanały),
  • Siglent SDS2354X HD: 4 kanały analogowe, 12 bitów, pasmo 350 MHz (rozszerzone w przypadku naszego egzemplarza do 500 MHz), próbkowanie 2 GSa/s, deklarowany czas narastania 1 ns, pamięć 200 MPts, 16 kanałów cyfrowych, opcjonalny generator arbitralny (1 kanał).

Warto dodać, że w żadnym z omawianych modeli oscyloskopów nie znajdziemy w zestawie podstawowym dedykowanej sondy logicznej – co ma sens ekonomiczny, gdyż takie akcesoria niepotrzebnie zwiększyłyby cenę urządzenia z punktu widzenia użytkowników, którzy nie planują wykorzystywać funkcji LA w swoich pomiarach.

Porównanie rozmiaru oscyloskopów opisanych w artykule. Od lewej: Rigol DHO924S, Rigol MHO934, Rigol MSO5354, Siglent SDS2354X HD (fot. HardwareDesigner.pl)

Ogólne wrażenia

Pod względem kompaktowości największe wrażenie robią oczywiście modele z serii MHO900 i DHO900 marki Rigol – są to obecnie jedne z najmniejszych oscyloskopów biurkowych na rynku, a ich mobilność jest silnie wspierana przez możliwość zasilania z powerbanku poprzez złącze USB typu C. Dużym plusem jest możliwość zamontowania oscyloskopu na uchwycie (wysięgniku) zgodnym ze standardem VESA, czym zresztą Rigol chwali się na swoich wizualizacjach. Takie rozwiązanie to ukłon w stronę użytkowników ceniących sobie możliwość łatwego przestawienia oscyloskopu w niemal dowolne miejsce nad stołem pomiarowym, co w przypadku serwisów bądź mniejszych prototypowni może faktycznie okazać się bardzo przydatne. Obudowy obu modeli są praktycznie identyczne, z wyjątkiem dwóch różnic: po pierwsze, w serii MHO materiał obudowy jest półprzezroczysty i nieco przydymiony, co sprawia nietypowe wrażenie wizualne – być może niezbyt pasujące do markowego sprzętu pomiarowego, ale też w żaden sposób nieprzeszkadzające w użytkowaniu. Po drugie, seria DHO900 ma z tyłu dwa gniazda BNC, zaś MHO900 – trzy, co wynika z obecności dodatkowego kanału generatora arbitralnego.

Widok poglądowy oscyloskopu z serii MHO900 (źródło: rigol.com.pl)

Pomimo kompaktowych rozmiarów, ekran dotykowy zastosowany w tych dwóch bliźniaczych rodzinach urządzeń jest ergonomiczny, a spora responsywność interfejsu graficznego zachęca do używania funkcji dotykowych – nawet tam, gdzie daną funkcję dałoby się z powodzeniem wywołać także przyciskiem mechanicznym.

Urządzenia z serii Rigol MSO5000 mają rozmiary typowe dla klasycznych oscyloskopów biurkowych ze średniego segmentu cenowego. Najważniejszą zaletą jest tutaj wyjątkowo szybkie próbkowanie (8 GSa/s) i związany z tym wysoki stosunek częstotliwości próbkowania do szerokości pasma analogowego. Zaletą dla tradycjonalistów są ponadto cztery osobne sekcje elementów obsługowych przypisane do kanałów wejściowych. Możliwość korzystania z niezależnych pokręteł wzmocnienia i offsetu czy też przycisków aktywujących menu kanałowe znacznie ułatwia szybkie ustawianie parametrów wejściowych i niweluje ryzyko przypadkowego przestawienia nie tego kanału, który chcieliśmy – nie musimy bowiem uprzednio wybierać pożądanego kanału stosownym klawiszem. Trudno oprzeć się wrażeniu, że także cały panel czołowy jest jednym z najlepiej zaprojektowanych (pod względem ergonomii oraz grafiki) wśród wszystkich dotychczasowych serii oscyloskopów Rigola, choć już jakość grafiki GUI (głównie pod względem elementów menu, sprawiających wrażenie nieco rozmytych) pozostawia nieco do życzenia.

Widok poglądowy oscyloskopu z serii MSO5000 (źródło: rigol.com.pl)

W przypadku modelu Siglent SDS2354X HD w oczy rzuca się przede wszystkim ogromny ekran dotykowy o bardzo użytecznych proporcjach, które sprawiają, że korzystanie z wielu funkcji jednocześnie (np. oscylogram + widmo FFT albo oscylogram + pomiary automatyczne z pełnymi statystykami) jest wygodne i nie powoduje nadmiernego „upchania” poszczególnych sekcji, co ma miejsce w wielu konkurencyjnych urządzeniach. Ceną za tak duży ekran (w stosunku do rozmiarów panelu czołowego) jest oczywiście dość ograniczony zestaw kontrolerów fizycznych, w tym tylko jedna para pokręteł do obsługi wszystkich 4 kanałów wejściowych. Jest to jednak standard w nowoczesnych oscyloskopach o wielkogabarytowym ekranie, więc trudno uznać ów fakt za wadę tego konkretnego modelu. Tak czy inaczej trzeba uczciwie przyznać, że panel czołowy Siglenta jest bardzo estetyczny, intuicyjny i wygodny w obsłudze. Ciekawostką w przypadku serii SDS2000X HD jest fakt, że producent dorzuca do zestawu… mysz bezprzewodową.

Widok poglądowy oscyloskopu Siglent SDS2354X HD (źródło: siglent.com.pl)

Menu na ekranie dotykowym jest wykonane bardzo starannie, choć bez wodotrysków – mamy tutaj do czynienia z minimalistyczną i raczej „płaską” stylistyką przycisków ekranowych, która niektórym użytkownikom może wydawać się nawet nieco przestarzała, ale w istocie dobrze spełnia swoją rolę. Sprzęt Siglenta jest zdecydowanie największy i najcięższy spośród testowanych przez nas modeli, co z jednej strony sprawia słuszne wrażenie sprzętu solidnego i dobrze zaprojektowanego, z drugiej zaś – powoduje, że nie jest to sprzęt wybitnie mobilny, a i na stole roboczym wymaga zapewnienia odpowiednio dużo miejsca.

Pomiary szumów własnych

Pierwszym testem, którego nie wypada nie wykonać podczas porównywania oscyloskopów 12-bitowych, jest oczywiście pomiar szumów własnych. Wykonaliśmy go, podłączając do kanału 1 każdego z urządzeń terminator 50-omowy i ustawiając czułość wejściową na 1 mV/div oraz podstawę czasu na 2 ms/div. Co ważne, w każdym przypadku zastosowaliśmy programowe ograniczenie pasma do 20 MHz, co ujednoliciło szerokość pasma pomiarowego i ograniczyło wpływ szumu spoza analizowanego zakresu. Do określenia poziomu szumów zastosowaliśmy wbudowane pomiary automatyczne.

W przypadku DHO924S poziom szumów RMS wyniósł około 374 μV, ale – co ważne – jest to wartość uwzględniająca dość znaczny offset wewnętrzny widoczny w tym kanale (prawdopodobnie da się go łatwo usunąć, wykonując automatyczną rekalibrację). W przypadku użycia funkcji AC RMS wartość spadła do zaledwie 23,5 μV. Warto dodać, że rozdzielenie funkcji pomiarów Vrms na dwa tryby (AC i AC+DC) jest bardzo wygodne i zdecydowanie zasługuje na pochwałę.

W przypadku MHO934 offset nie był już widoczny, ale dla równego rachunku także i tu wykonaliśmy obydwa pomiary (RMS AC + DC oraz RMS AC). Uzyskaliśmy w ten sposób wartości, odpowiednio: 63 μV oraz 22 μV. MHO934 wygrywa zarazem w naszym zestawieniu pod względem szumów własnych, choć różnica między nim a DHO924S (22 μV vs. 23,5 μV) jest w istocie pomijalna.

Pod względem „podłogi szumowej” nieco gorsze osiągi ma Siglent – model z serii SDS2000X HD schodzi z wartością RMS do 48,5 μV, co wciąż jest wynikiem bardzo obiecującym – tym bardziej, że wynik został zmierzony funkcją obejmującą zarówno ewentualną składową stałą (offset), jak i zmienną (właściwy szum).

Do przewidzenia była natomiast pozycja w naszym zestawieniu modelu MSO5354 Rigola – jako starszej generacji sprzęt wykazał on bowiem najwyższy poziom szumu, dochodzący do 306 μV RMS. Warto w tym miejscu dodać, że w MSO5354 nie da się wyłączyć limitu pasma przy wzmocnieniu 1 mV/div – takie ograniczenie było spotykane także w innych modelach Rigola, ale na szczęście w przypadku nowszych serii, np. DHO900 i MHO900, już nie występuje.

Praktyczne pomiary słabego sygnału

Kolejny test wykonaliśmy przy użyciu generatora arbitralnego wytwarzającego syntetyczny sygnał EKG o amplitudzie zaledwie 2 mVpp – czyli w zakresie zbliżonym do sygnału fizjologicznego, co stanowi świetny punkt odniesienia, zwłaszcza dla inżynierów biomedycznych.

Nietrudno się domyślić, że osiągi w tym teście są pokłosiem poziomu szumów własnych. I tak, model DHO924S doskonale odtworzył przebieg, uwidaczniając najważniejsze zafalowania (zwłaszcza załamki P i T).

Ogromną przewagę tego oscyloskopu widać jednak dopiero, gdy ustawimy wzmocnienie pionowe na wartość 200 μV/div – w ten sposób można dokładnie obejrzeć najsubtelniejsze fragmenty nawet bardzo słabego sygnału.

W przypadku MHO900 wyniki nie zaskakują – obraz jest praktycznie identyczny jak w DHO900 przy tej samej nastawie wzmocnienia (1 mV/div).

Najsłabiej wypadł natomiast Rigol z serii MSO5000 – trudno tutaj dopatrzeć się echa załamków P i T przebiegu EKG, gdyż całość ginie w wysokim szumie.

Bardzo dobrze poradził sobie natomiast Siglent – przebieg jest wprawdzie zaszumiony nieco mocniej, niż w DHO900 i MHO900, ale różnica jest naprawdę niewielka.

Warto w tym miejscu dodać, że intensywność przebiegu została we wszystkich urządzeniach ustawiona na wartość 50%, dzięki czemu możemy wyraźnie zauważyć różnice w działaniu cyfrowego fosforu w poszczególnych modelach oscyloskopów.

Analiza widmowa FFT

Kolejny test polegał na wykreśleniu widma FFT sygnału sinusoidalnego o amplitudzie 100 mVpp i częstotliwości 10 MHz. Spektrum było wyznaczane z sygnału rejestrowanego przy próbkowaniu FFT możliwie najbardziej zbliżonym do 500 MSa/s, długości rekordu FFT ≈ 1 MPts i RBW ≈ 500 Hz. Zakres pasma rozciągał się w każdym przypadku od 0 do 200 MHz, a skala pionowa to 20 dBV/div. Do obliczeń transformaty Fouriera wybraliśmy domyślnie ustawione okno Hanna.

Tradycyjnie jako pierwszy został przetestowany Rigol z serii DHO900 – wynik obliczeń pokazano na poniższym zrzucie ekranu. Warto dodać, że jest to przebieg bez uśredniania, gdyż ten model oscyloskopu nie daje takiej możliwości, co wpływa oczywiście na poziom szumów tła. Z uwagi na nietypowe próbkowanie podstawowe tego modelu (równe 1,25 GSa/s), nie udało się ustawić parametrów identycznych jak w pozostałych modelach, stąd wartość 625 MSa/s zamiast 500 MSa/s.

Ogólne osiągi MHO900 na tych samych ustawieniach są zbliżone do tego, co zaprezentował oscyloskop DHO900. Warto natomiast zwrócić uwagę, że w oprogramowaniu funkcji FFT dodano tu wyświetlanie liczby punktów FFT, co znacznie poprawia transparentność prezentacji wyników pomiaru.

Funkcja FFT w MHO900 ma jednak jeszcze inną, znacznie ważniejszą przewagę nad DHO900 – umożliwia bowiem włączenie trybu uśredniania widma z kolejnych akwizycji, przez co przebieg staje się nieporównanie czytelniejszy.

Seria MSO5000 nie ma niestety opcji uśredniania, dlatego na zbliżonych ustawieniach FFT wypada przeciętnie – tym bardziej, że zakres dynamiki jest najmniejszy spośród wszystkich testowanych przez nas modeli (z uwagi na rozdzielczość ADC mniejszą aż o 4 bity). Brak możliwości wyłączenia oscylogramu i pozostawienia tylko funkcji FFT (z pomiarami sygnału wejściowego realizowanymi w tle) sprawia ponadto, że prezentacja widma jest umiarkowanie wygodna.

Niekwestionowanym zwycięzcą w tym teście jest natomiast oscyloskop Siglenta – tutaj widmo nawet bez uśredniania wygląda czytelnie, a dodatkowo możliwość wyłączenia oscylogramu i rozciągnięcia widma na cały ekran fantastycznie poprawia ergonomię obsługi urządzenia. Poszczególne piki są doskonale wyraźne, a wisienką na torcie jest możliwość wykonania transformacji Fouriera z rozdzielczością aż 2 milionów punktów, co stanowi naprawdę doskonały wynik w tej klasie oscyloskopów.

Po włączeniu zaledwie 8-krotnego uśredniania otrzymujemy wykres o doskonałej jakości pozwalającej na wygodne prowadzenie nawet bardziej zaawansowanych pomiarów. Dużym plusem jest sprawnie działająca detekcja pików, które w każdej chwili można wyświetlić w postaci tabelarycznej.

Czas narastania

Ostatnim testem, który wykonaliśmy na potrzeby tego opracowania, był pomiar czasu narastania impulsów z generatora o zboczu rzędu 150 ps, czyli kilkukrotnie bardziej stromym od deklarowanych czasów narastania testowanych urządzeń. DHO900 poradził sobie z tym zadaniem poprawnie – średni wynik pomiaru wyniósł niecałe 1,19 ns, co przy wartości katalogowej 1,4 ns zasługuje na pochwałę. Trzeba przy tym zauważyć, że pomiar automatyczny siłą rzeczy bazuje na matematycznej reprezentacji przebiegu, interpolowanej funkcją sin(x)/x. Jak można łatwo zauważyć, przy próbkowaniu 1,25 GSa/s sam okres próbkowania wynosi 800 ps. Wartość pomiaru wyliczoną przez oprogramowanie należy zatem traktować ze sporą rezerwą, gdyż na zbocze widziane od strony przetwornika ADC oscyloskopu (tj. już za wejściowym torem analogowym) przypada zaledwie około 1,5 próbki (!).

W przypadku MHO900 mamy do czynienia z pozytywnym zaskoczeniem – choć producent zadeklarował czas narastania równy 1 ns, w rzeczywistości wynik pomiaru wyniósł nieco ponad połowę tej wartości (551 ps).

Po włączeniu trybu 50-omowej impedancji wejścia (który w DHO900 jest niedostępny, a szkoda!), zmierzony czas narastania spadł do bardzo niskiej wartości rzędu 377 ps.

Wynik świetny, ale nieprzypadkowy – rzut oka do menu systemowego ujawnił, iż w oscyloskopie została uprzednio zainstalowana programowa opcja rozszerzenia pasma do 800 MHz. Wciąż mogą nieco martwić widoczne zafalowania (rejestrowane tym razem pomimo dopasowania impedancji generatora i wejścia oscyloskopu), ale trzeba pamiętać, że interpolacja przy 4 próbkach/działkę także wnosi do oscylogramu tak krótkiego impulsu pewne artefakty.

A jeżeli omawiamy tematykę reprezentacji sygnału, musimy niestety dodać łyżkę dziegciu do tej beczki miodu. Zarówno w serii DHO900, jak i MHO900, menu ustawień wyświetlania (Display) nie pozwala na przełączenie z trybu wektorowego (interpolowanego) na wyświetlanie „gołych” próbek w postaci punktów. Choć ów tryb nie jest zbyt często używany w praktyce, to czasem może okazać się przydatny – zwłaszcza, gdy chcemy szybko zdiagnozować przyczynę zafalowań w mierzonym sygnale i sprawdzić, na ile prawdopodobnym wyjaśnieniem są artefakty reprezentacji graficznej i czy nie są to rzeczywiste oscylacje w układzie. Być może w przyszłych edycjach oprogramowania taka funkcja się pojawi – w menu tryb wektorowy jest bowiem na stałe podpięty pod radio button (przycisk wyboru jednokrotnego), ale jak na razie pozbawiony innej alternatywy.

MSO5000 poradził sobie z zadaniem poprawnie – zmierzony czas narastania to około 3/4 wartości deklarowanej przez producenta (770 ps). Dużym plusem jest wysoka częstotliwość próbkowania (najwyższa spośród badanych urządzeń, bo aż 8 GSa/s), ale przy paśmie analogowym ograniczonym do 350 MHz i minimalnej podstawie czasu równej 1 ns/div trudno w pełni odczuć tak szybki sampling. Ma on natomiast znaczenie przy trybie 2-, a zwłaszcza 4-kanałowym, gdyż nawet przy maksymalnej liczbie włączonych kanałów wejściowych próbkowanie jest wciąż 2-krotnie większe niż w przypadku klasycznych oscyloskopów 1 GSa/s.

Osiągi Siglenta są niemal identyczne pod względem czasu narastania (772 ps) – co w tym przypadku nie dziwi z uwagi na fakt, że w testowanym egzemplarzu został zainstalowany programowy upgrade pasma do 500 MHz. Uwagę przykuwa natomiast brak jakichkolwiek zafalowań i perfekcyjna czystość kształtu impulsu.

Przełączenie wejścia w tryb 50 Ω delikatnie poprawiło wynik pomiaru – obliczony czas narastania spadł do wartości 685 ps. Tutaj znów jednak musimy traktować wynik ostrożnie, gdyż (jak widać w pasku na dole ilustracji) cały ekran wypełnia zaledwie… 20 zinterpolowanych próbek sygnału (po dwie na działkę).

Podsumowanie

Nasze testy objęły aspekty istotne głównie w pomiarach związanych ze słabymi sygnałami analogowymi, a także podstawowymi zagadnieniami integralności sygnałowej. Czy udało nam się wskazać zwycięzcę? I tak, i nie!

Bardzo pozytywnym zaskoczeniem jest (bądź co bądź budżetowy) model Rigol DHO924S. Choć ma on najniższe próbkowanie i najmniejsze pasmo spośród testowanych przez nas oscyloskopów, to pod względem jakości sygnałów i podłogi szumowej zachowuje się nad wyraz kulturalnie, a w obiektywnych testach wypada tylko delikatnie słabiej niż wyraźnie droższy Siglent. Tym, czego brakuje nam najbardziej w omawianym modelu, jest tryb wejścia 50-omowego oraz uśrednianie FFT – z tymi funkcjami DHO900 byłby praktycznie idealnym wyborem dla „analogowców”. Ale umówmy się – nie każdy intensywnie eksploatuje FFT w swoim oscyloskopie, a brak wbudowanego terminatora 50 Ω można przecież łatwo obejść stosując zewnętrzny terminator przelotowy. Nasza subiektywna ocena:

  • Poziom szumów: 10/10
  • Czułość: 10/10
  • FFT: 7/10
  • Funkcjonalność: 8/10
  • Ergonomia i responsywność: 8/10
  • Stosunek cena/jakość: 9/10

Pod względem funkcji FFT najlepiej wypadł zdecydowanie Siglent SDS2354X HD. Sprzęt nie należy do demonów szybkości narastania/pasma analogowego, ale i tak w pełni zasługuje na centralne miejsce na stole roboczym prototypowni lub firmowego laboratorium pomiarowego. Urządzenie kosztuje wyraźnie więcej niż pozostałe modele w tym zestawieniu – ale różnica ta zdecydowanie nie wzięła się z niczego. Siglent ma bowiem wszystko, co potrzebne w nowoczesnym oscyloskopie do zastosowań konstruktorskich i laboratoryjnych, włącznie z trybem 50 Ω i wyzwalaniem strefowym. SDS2354X HD wydaje się sprzętem dopracowanym w każdym szczególe i łatwo odnieść wrażenie, że można po prostu zaufać wynikom wykonywanych za jego pomocą pomiarów. Nasz werdykt jest następujący:

  • Poziom szumów: 9/10
  • Czułość: 8/10
  • FFT: 10/10
  • Funkcjonalność: 9/10
  • Ergonomia i responsywność: 10/10
  • Stosunek cena/jakość: 8/10

MHO934 to bez wątpienia sprzęt o najszerszym spektrum funkcji dodatkowych i trybów pracy. To po prostu mobilny kombajn do pomiarów analogowych i cyfrowych. Pod względem szumów znalazł się na miejscu 1. w naszym zestawieniu (niemalże ex aequo z DHO924S), bardzo dobrze wypadł także w testach FFT (uśrednianie widma zdecydowanie „robi robotę”, choć widmo nie jest aż tak dopracowane, jak w Siglencie). MHO934 jest zdecydowanie sprzętem atrakcyjnym – bardzo kompaktowym, świetnie wyposażonym i uniwersalnym, zaś stosunek ceny do jakości, funkcjonalności i parametrów metrologicznych stawia go zdecydowanie w ścisłej czołówce albo wręcz na pierwszym miejscu wśród oscyloskopów budżetowych.

  • Poziom szumów: 10/10
  • Czułość: 8/10
  • FFT: 8/10
  • Funkcjonalność: 10/10
  • Ergonomia i responsywność: 9/10
  • Stosunek cena/jakość: 10/10

Na koniec pozostawiliśmy (już dość leciwy) model Rigol MSO5354. Nie może on wprawdzie konkurować z testowanymi 12-bitowcami w zakresie poziomu szumów, mógłby natomiast bić na głowę pozostałe modele pod względem akwizycji szybkozmiennych sygnałów. Z uwagi na ograniczenie pasma do 350 MHz i podstawy czasu do 1 ns/div nie jesteśmy jednak w stanie w pełni odczuć bardzo szybkiego próbkowania 8 GSa/s. Na plus dla tego modelu Rigola jest natomiast wygodny panel czołowy, a także zone trigger (wyzwalanie strefowe), którego nie opisaliśmy w tym zestawieniu z uwagi na brak tejże funkcji w seriach DHO900 i MHO900, a który zwykle dostępny jest tylko w znacznie droższych modelach.

  • Poziom szumów: 6/10
  • Czułość: 7/10
  • FFT: 6/10
  • Funkcjonalność: 7/10
  • Ergonomia i responsywność: 8/10
  • Stosunek cena/jakość: 7/10

Wniosek z tego obszernego materiału jest następujący: każdy z prezentowanych modeli ma w sobie „to coś”, co wyróżnia go wśród konkurencji. Doświadczeni użytkownicy, którzy doskonale wiedzą, jakich funkcji oczekują i które opcje będą przez nich wykorzystywane najczęściej, mogą na podstawie naszego porównania z łatwością wybrać model najlepiej dopasowany do swoich codziennych potrzeb.

Jeżeli zainteresowała Cię nasza recenzja i chcesz poznać więcej funkcji omawianych modeli (np. zaawansowane tryby wyzwalania, funkcje analizy protokołów, generatora AWG czy wyzwalania strefowego) – koniecznie daj nam znać w komentarzu bądź napisz na redakcja@hardwaredesigner.pl

Sponsorem artykułu jest firma NDN

NDN jest liderem rynku aparatury pomiarowej w Polsce. Oferuje całe spektrum aparatury pomiarowej dla elektroniki i energetyki, w tym Teledyne LeCroy, Yokogawa, Rigol, Siglent i wielu innych. W ramach firmy funkcjonuje także akredytowane laboratorium wzorcujące nr AP209 zajmujące się badaniem sprzętu pomiarowego. Więcej informacji można znaleźć na stronie: ndn.com.pl

Przemysław
Przemysław
Redaktor Naczelny portalu HardwareDesigner.pl. Konstruktor elektronik i programista embedded z ponad 20-letnim doświadczeniem w projektowaniu PCB. Z wykształcenia elektronik medyczny i elektroradiolog, specjalizuje się w projektowaniu i badaniach aparatury medycznej, laboratoryjnej i pomiarowej.

Czytaj więcej

Wybrane dla Ciebie